La Fiesta (tortilla bar)
ul. Foksal 21
Czynne: pn-pt: 9-22 sob: 9-02 niedz: 12-24
Menu (w kartach):
Wybór kaw jest całkiem spory. Wiele rodzajów zarówno tych bardziej mlecznych i takich zupełnie kawowych ;) Małe espresso kosztuje 5zł, cappuccino 6, latte w ogromnych filiżankach 7, kawa mrożona też 7, najdroższa jest irish za którą trzeba zapłacić 9 zl. Oprócz tego duży wybór zup, tortilli, sałatek, deserów, alkoholi, herbat, soków.
My zamówiłyśmy:
Lolly: latte kokosowa, migdałowa; cappuccino; kawa waniliowa
Dolly: latte migdałowe, kokosowe, waniliowe; kawa bananowa
Molly: latte migdałowe, herbata czarna liściasta, herbata cytrusowa
Lolly: Kawa niegdyś, rok temu bardzo dobra. Aktualnie się zepsuło wszystko, posypało...
Moje zamówienie było to bardziej mleko o delikatnym zabarwieniu kawy - i tak też smakowało. Dziękuję, więcej tam nie wpadnę. Ohyda!..
Dolly: Co do kawy bananowej robiona jest z syropem więc średnio mi pasuje. Jeśli natomiast chodzi o latte trzeba przyznać że jest słodkie, ale moim zdaniem bardzo dobre i bardzo aromatyczne. Tyczy się to każdego ze smaków, których próbowałam. Dodatkowym atutem jest to, że jest podawane w wielkich filiżankach. Mają sporo pianki, nie parzą, ale są cieplutkie. Taką kawę lubię.
Molly: Kawa beznadziejna, koszmarna..! Właściwie, bardziej mleko niż kawa. Istna "grecka tragedia"! A raczej hiszpańska. Moja noga tam więcej nie postanie.
Herbaty całkiem niezłe... ale to ciężko zepsuć.
Wystrój:
Stoliki i krzesła są kwadratowe i dość ciasno poustawiane. W niczym to jednak nie przeszkadza. Króluje ognista czerwień na wygodnych krzesłach i intensywne kolory w malunkach na ścianach. Wszystko jest bardzo charakterystyczne i spójne. Zarówno bar, krzesła jak i samo wejście, a także karty. Na jednej ze ścian wisi spory telewizor, gdzie wyświetlany jest TVN24 (bez głosu), na drugiej niewielka ilość wieszaków.
Atmosfera:
W tle non-stop leci salsa. Fajnie się przy niej rozmawia zwłaszcza, że nie jest puszczona za głośno, ani za cicho. Ludzie, którzy tam przychodzą są w bardzo różnym wieku, ale z wyłączeniem staruszków i gimnazjalistów (tak przynajmniej mi się wydaje).
Obsługa całkiem, całkiem... NIC NIE WIE!
- Przepraszam państwa, czy do tej latte to państwo dodają espresso?
- Nie wiem, zaraz pójdę się zapytać - to chyba mówi samo za siebie...
Dla palaczy?
Zawsze bez problemu można poprosić o popielniczkę, ale nie ma się wrażenia jakby siedziało się wśród niezliczonej ilości dymu.
Coś jeszcze?
Telewizor na ścianie to fajna rzecz, zawsze dostaje się też cukier :P (nie jednorazowy, tylko taki stojący), który nikomu do niczego nie jest potrzebny.
(A w Tłusty Czwartek każdy zamawiający otrzymywał pączka gratis :).)
Ponad to letni ogródek, na którym można spokojnie usiąść - nawet w czasie deszczu.
Ocena ogólna:
Lolly: 1.5/10
Dolly; 9/10
Molly: 0/10, dno i pół metra mułu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz